<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Słuszna kara">
<author_1="H. Paszko">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="6">
<date="1951-06-03">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— Łąka powitała je „cykaniem" świerszczy. Ponad zielenią trawy migotały jasne skrzydła pierwszych motyli. Z wiklinowych krzaków nad pobliską strugą dochodził wesoły gwar wróbli. — Jak tu ładnie! Jak miło! — zachwycały się dziewczęta. — Już na leśnym skraju usłyszały jakieś nawoływania, piski i śmiechy. Były to głosy chłopców. — Józek! Ile masz gniazd?! — darł się Jędrek. — Bo ja już pięć strąciłem. A żebyś słyszał, jak samiczki wrzeszczały, gdy zobaczyły potłuczone jajeczka... Mówię ci, aż płakałem ze śmiechu! — Słyszysz? — szepnęła Renia, ściskając nerwowo rękę Wandy. — A ja — wrzeszczał Witek — ustrzeliłem z procy aż trzy wróble. Jeden dostał w skrzydło, drugi w nogę, a trzeci w głowę... O jeszcze się tam trzepocą w krzakach. Do jutra zdechną... — Przecież to barbarzyńcy, istni hitlerowcy! — Wanda zaciskała z gniewu pięści. — Powiemy im, że wszystko słyszałyśmy, że wiemy o ich sprawkach. — Mało tego — dorzuciła Renata. — Zapowiemy im, że od nas dowie się o tym cała klasa, dowie się też „pani" i ich rodzice. Na drugi dzień podczas pauzy, klasa szósta — chłopcy i dziewczęta — długo o czymś między sobą radzili. Poszła też delegacja do nauczycielki. A na lekcji wychowawczej "pani" — powiedziała — Dowiedziałam się o bardzo brzydkiej, nikczemnej sprawie. Przynosi ona hańbę nie tylko tym, którzy brali w niej udział. Jest to wstyd dla całej klasy, dla całej szkoły i całej naszej gromady, że tacy barbarzyńcy są wśród nas. Ale niech o tym mówią gospodarze klasy — Janek i Renia — bo to od was, od dzieci wyszło potępienie łobuzów.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
